Na świecie jest wielu programistów (sam się niestety nie zaliczam :]). Piszą niezłe programy i chwała im za to, bo ludzie ich potrzebują. Ale można odnieść wrażenie, że część z nich po prostu

  • dodaje nowe funkcje
  • usuwa wykryte błędy
  • i od święta pracuje nad szybkością.

Zapominają, że czasem ważniejsze od nowej funkcji jest to, by ludzie mogli w łatwy i przyjemny sposób korzystać z ich programu. Oprogramowanie, które jest dzisiaj „na fali” – ze stajni Microsoftu, Apple czy Canonical – dba o to, by komputera używało się łatwo. Używało się nie myśląc o tym, co się robi. Nie dbając o to, że można się pomylić. Nie czekając. Nie gubiąc się wśród za dużej ilości informacji. Nie konfigurując. W ostateczności, żeby można było łatwo znaleźć co trzeba w pomocy. A to wszystko – w ojczystym języku, przejrzyście, estetycznie.

Bo nie sztuką jest dziś napisać program. Sztuką jest sprawić, by używały go tysiące ludzi i nie klnęło pod nosem. Żeby to było przyjemnością (mam nadzieję, że mi się to uda z Notify).

***

W świecie Open Source sprawy z użytecznością też idą do przodu. Nawet Gimp (program do grafiki ze strasznie topornym interfejsem) szuka studenta, który pod okiem profesjonalisty będzie nad tym pracował. Kurka, gdyby nie studia, zgłosiłbym się.

Bardzo mile zaskoczył mnie projekt BabelZilla. Zrzesza tłumaczy, którzy pracują nad lokalizacją rozszerzeń do Firefoksa, Thunderbirda, itd. Działają bardzo prężnie i aż się dziwię, czemu Fundacja Mozilla nie objęła patronatu nad tą inicjatywą, ani nawet do nich nie linkują w dokumentacji.
***

Tyle o usability, czyli użyteczności. Zakończę cytatem lidera projektu Beagle:
„I’m a hacker, but these days I just don’t want to deal with complicated software anymore.”
czyli po polsku:
„Znam się na komputerach, ale nie mam ochoty użerać się ze skomplikowanymi programami.”